
Miliony pielgrzymów odwiedzających Bazylikę św. Piotra zatrzymują się pod monumentalnym baldachimem Berniniego, zachwycają się ogromną kopułą Michała Anioła i fotografują cztery gigantyczne posągi stojące w filarach podtrzymujących kopułę. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że jeden z tych filarów skrywa relikwię, która od ponad piętnastu stuleci budzi emocje historyków, teologów i archeologów. Według wielowiekowej tradycji właśnie tam przechowywany jest fragment włóczni, którą rzymski żołnierz przebił bok ukrzyżowanego Jezusa.
Menu strony
Od Golgoty do Konstantynopola
Jedno zdanie z Ewangelii, które zmieniło historię
Co ciekawe, cała tradycja związana z Włócznią Longinusa opiera się zaledwie na jednym fragmencie Ewangelii według św. Jana.
„Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.” (J 19,33–34)
Ewangelista nie podaje imienia żołnierza. Nie wspomina również, co później stało się z włócznią. Dla pierwszych chrześcijan ważniejsze było znaczenie teologiczne wydarzenia niż sam przedmiot. Dopiero kilka stuleci później pojawia się pytanie: co stało się z narzędziem, które dotknęło ciała Chrystusa?
Kim był Longinus?
Imię Longinus nie pochodzi z Ewangelii. Po raz pierwszy pojawia się w apokryficznej Ewangelii Nikodema, której najstarsze zachowane wersje pochodzą z IV wieku. Autor nadaje anonimowemu żołnierzowi imię Longinus. Większość badaczy uważa, że nie jest to imię historyczne, lecz symboliczne. Najprawdopodobniej wywodzi się od greckiego słowa lonché (λόγχη), oznaczającego włócznię lub grot. Z biegiem czasu tradycja zaczęła utożsamiać Longinusa z setnikiem obecnym pod krzyżem, który – według Ewangelii synoptycznych – po śmierci Jezusa wyznał:
„Prawdziwie, Ten był Synem Bożym.”
Nie ma jednak żadnego starożytnego źródła potwierdzającego, że był to ten sam człowiek.
Jak narodziła się legenda?
Od IV wieku opowieść zaczyna się stopniowo rozbudowywać. Według późniejszej tradycji Longinus cierpiał na chorobę oczu lub częściową ślepotę. Podczas przebicia boku Chrystusa kilka kropli krwi miało spaść na jego twarz, przywracając mu wzrok. Historia ma wyraźnie symboliczny charakter. Nie chodzi wyłącznie o cud fizycznego uzdrowienia. Człowiek, który odzyskuje wzrok, zaczyna również „widzieć” prawdę o Chrystusie. Dlatego w ikonografii Longinus jest symbolem nawrócenia. Według hagiografii miał następnie opuścić wojsko, przyjąć chrzest i głosić Ewangelię w Kapadocji, gdzie poniósł śmierć męczeńską.
Czy wydarzyło się to naprawdę? Nie wiemy. Kościół nigdy nie traktował tych opowieści jako faktów historycznych, lecz jako element rozwijającej się tradycji.
Dlaczego przez pierwsze trzy stulecia nikt nie wspomina o włóczni?
To pytanie od dawna nurtuje historyków. Jeżeli włócznia rzeczywiście została zachowana przez pierwszych chrześcijan, dlaczego nie wspominają o niej najstarsi pisarze Kościoła? Najbardziej prawdopodobne są dwie odpowiedzi.
Po pierwsze, przez niemal trzysta lat chrześcijaństwo było religią prześladowaną. Przechowywanie relikwii związanych z Jezusem mogło być niebezpieczne.
Po drugie, kult relikwii rozwinął się na wielką skalę dopiero po edykcie mediolańskim z 313 roku, kiedy chrześcijaństwo uzyskało wolność. Dopiero wtedy zaczęto intensywnie poszukiwać miejsc związanych z życiem Chrystusa i Apostołów.
Czy święta Helena odnalazła Włócznię Longinusa?
Bardzo często można spotkać się z takim twierdzeniem. Problem polega na tym, że nie istnieje żaden współczesny Helenie dokument, który by to potwierdzał. Wiemy z całą pewnością, że cesarzowa odbyła pielgrzymkę do Jerozolimy około 326 roku i że tradycja przypisuje jej odnalezienie Krzyża Chrystusa. Natomiast o odnalezieniu włóczni najstarsze źródła milczą. Dopiero późniejsza tradycja zaczęła łączyć oba wydarzenia. Dlatego historyk powinien rozróżnić dwie rzeczy: tradycję kościelną oraz źródła historyczne. To ważne rozróżnienie będzie powracało przez cały artykuł.
Pierwsze pewne świadectwo
Pierwszym autorem, który jednoznacznie pisze o włóczni przechowywanej w Jerozolimie, jest pielgrzym z Italii znany jako Antoni z Piacenzy. Około 570 roku odwiedził Bazylikę Grobu Pańskiego i pozostawił cenny, szczegółowy opis. Wśród oglądanych relikwii wymienił: koronę cierniową, kielich oraz włócznię, którą przebito bok Chrystusa. To pierwsze źródło, które historycy uznają za pewny punkt wyjścia dziejów relikwii. Od tego momentu można już śledzić jej losy niemal bez większych przerw.
Persowie i dramat Jerozolimy
W 614 roku wydarzyła się jedna z największych katastrof w dziejach chrześcijańskiego Wschodu. Wojska perskiego króla Chosrowa II zdobyły Jerozolimę. Miasto zostało splądrowane, tysiące mieszkańców zginęło lub trafiło do niewoli. Zrabowano również liczne relikwie przechowywane w bazylice Grobu Pańskiego.
Los włóczni nie jest całkowicie jasny. Źródła bizantyjskie sugerują jednak, że właśnie wtedy oddzielono niewielki fragment jej grotu, który stosunkowo szybko przewieziono do Konstantynopola. Nie wiadomo jednak, czy stało się to jeszcze przed zdobyciem miasta, podczas najazdu Persów, czy już po odzyskaniu Jerozolimy przez cesarza Herakliusza. Historycy nadal dyskutują nad tym zagadnieniem.
Dwie części jednej relikwii
W kolejnych dziesięcioleciach tradycja zaczyna mówić o dwóch fragmentach włóczni.
Pierwszy, niewielki czubek grotu, znajdował się w Konstantynopolu.
Drugi, większy fragment, pozostawał jeszcze przez pewien czas w Jerozolimie.
Po odzyskaniu miasta przez cesarza Herakliusza sytuacja polityczna na Bliskim Wschodzie gwałtownie się zmieniła. Arabskie podboje sprawiły, że przechowywanie najcenniejszych relikwii w Jerozolimie stało się coraz bardziej ryzykowne. Dlatego również większą część grotu przewieziono do Konstantynopola. Od VII wieku stolica Cesarstwa Bizantyjskiego stała się najważniejszym miejscem kultu Włóczni Longinusa.
Relikwia cesarzy

Dla cesarzy bizantyjskich włócznia miała znaczenie znacznie większe niż tylko religijne. Była symbolem boskiej opieki nad cesarstwem. Podczas najważniejszych uroczystości państwowych relikwia była wynoszona z pałacowego skarbca i uczestniczyła w procesjach. Bizantyjscy kronikarze opisywali ją jako jeden z najcenniejszych skarbów Konstantynopola, obok fragmentów Krzyża Świętego, Mandylionu z Edessy oraz relikwii Męki Pańskiej. Żelazny grot wojskowy wylądował w cesarskim skarbcu — i przestał być po prostu bronią.
I właśnie w Konstantynopolu rozpoczyna się drugi, jeszcze bardziej fascynujący rozdział jego historii – prowadzący przez upadek Bizancjum, dwór osmańskiego sułtana i niezwykły dar, który ostatecznie trafił do Rzymu.
Od Konstantynopola do Bazyliki św. Piotra
Upadek Konstantynopola i zagadka zaginionej relikwii
Przez niemal osiem stuleci Włócznia Longinusa należała do najcenniejszych skarbów Cesarstwa Bizantyjskiego. Przechowywano ją w cesarskim skarbcu w Konstantynopolu, a podczas najważniejszych uroczystości religijnych i państwowych była ukazywana wiernym jako jedna z relikwii Męki Pańskiej. Jej dzieje skomplikowały się dramatycznie wraz z upadkiem cesarstwa.
Pierwszy cios przyniosła IV wyprawa krzyżowa. W 1204 roku krzyżowcy zdobyli Konstantynopol i przez trzy dni rabowali jedno z najbogatszych miast świata. Setki relikwii, dzieł sztuki i bezcennych rękopisów wywieziono do Europy Zachodniej.
Nie ma całkowitej pewności, gdzie wówczas znajdowała się Włócznia Longinusa. Wiadomo jednak, że niewielki czubek grotu trafił ostatecznie do Francji, gdzie przechowywano go w królewskiej Sainte-Chapelle, zbudowanej przez króla Ludwika IX specjalnie dla najcenniejszych relikwii chrześcijaństwa. Większy fragment włóczni pozostał natomiast w Konstantynopolu.
Dar od sułtana, który zaskoczył chrześcijańską Europę
Historia sprowadzenia relikwii do Rzymu jest jednym z bardziej osobliwych epizodów w dziejach XV-wiecznej dyplomacji.
W 1453 roku Konstantynopol zdobyły wojska sułtana Mehmeda II. Wraz z pałacem cesarskim w ręce Osmanów dostały się także liczne relikwie chrześcijańskie. Po śmierci Mehmeda II władzę objął jego syn Bajazyd II. Wkrótce jednak musiał zmierzyć się z buntem młodszego brata – księcia Dżema (Cema). Pokonany pretendent do tronu uciekł na Rodos, a następnie dostał się pod opiekę joannitów. Ostatecznie został przekazany papieżowi Innocentemu VIII. Dla sułtana była to niezwykle niebezpieczna sytuacja. Dopóki Dżem pozostawał żywy i znajdował się w rękach chrześcijan, mógł zostać wykorzystany jako kandydat do osmańskiego tronu. Bajazyd zdecydował się więc na kosztowną, lecz skuteczną strategię. Co roku przesyłał papieżowi ogromne sumy pieniędzy na utrzymanie swojego brata. W 1492 roku postanowił wykonać jeszcze jeden gest – przekazał papieżowi relikwię identyfikowaną jako większa część Włóczni Longinusa. Nie był to akt religijnego nawrócenia – była to znakomicie przemyślana decyzja polityczna.
Triumfalne wejście do Rzymu
Relikwia została przywieziona drogą morską do Ankony. Stamtąd w uroczystej procesji przewieziono ją do Rzymu. 31 maja 1492 roku papież Innocenty VIII osobiście uczestniczył w ceremonii powitania włóczni. W kronikach watykańskich wydarzenie opisano jako jedno z najważniejszych świąt pontyfikatu.
Nie wszyscy jednak wierzyli w autentyczność daru. Niektórzy kardynałowie przypominali, że w Cesarstwie od dawna czczona jest inna Święta Włócznia – ta, która dziś znajduje się w Wiedniu. Pojawiły się więc pytania, która z nich jest prawdziwa. Według relacji z końca XV wieku porównano watykański grot z niewielkim fragmentem przechowywanym wcześniej we Francji. Uznano wówczas, że oba elementy odpowiadają sobie kształtem. Nie zakończyło to sporów, ale znacząco wzmocniło prestiż rzymskiej relikwii.
Dlaczego papieże nie ukryli włóczni w skarbcu?
Można przypuszczać, że tak cenna relikwia powinna zostać zamknięta w pilnie strzeżonym skarbcu watykańskim. Papieże wybrali jednak inne rozwiązanie. Włócznia miała być nie tylko chroniona, miała również przypominać wiernym o Męce Chrystusa. Dlatego podczas budowy nowej Bazyliki św. Piotra postanowiono stworzyć dla niej miejsce wyjątkowe.
Bernini i niezwykły teatr baroku

Kiedy w XVII wieku Gian Lorenzo Bernini aranżował monumentalne wnętrze bazyliki, stanął przed zadaniem o teatralnych rozmiarach. Centralna część świątyni miała stać się wielkim teatrem wiary. Ogromny baldachim nad grobem św. Piotra miał prowadzić wzrok pielgrzyma ku kopule, a cztery potężne filary miały opowiadać historię najważniejszych relikwii przechowywanych w bazylice.
Każdy filar otrzymał własnego świętego. Święta Helena symbolizowała odnalezienie Krzyża. Święta Weronika przypominała o chuście z odbiciem twarzy Chrystusa. Święty Andrzej wskazywał na czaszkę Apostoła. Natomiast święty Longinus został strażnikiem włóczni. Nieprzypadkowo właśnie jego posąg należy do najbardziej dynamicznych dzieł Berniniego.
Dlaczego Longinus nie ma hełmu?
To pytanie często zadają przewodnikom turyści. Rzymski żołnierz przedstawiony przez Berniniego nie przypomina legionisty gotowego do walki. Nie ma hełmu, nie trzyma tarczy, nie przyjmuje bojowej postawy. Artysta celowo ukazał moment duchowej przemiany. To już nie żołnierz wykonujący rozkazy, to człowiek, który właśnie zrozumiał znaczenie wydarzeń rozgrywających się na Golgocie. Rozłożone ramiona przypominają gest zachwytu, modlitwy i całkowitego oddania Bogu. W epoce baroku taki sposób przedstawienia miał silnie oddziaływać na emocje wiernych.
Gdzie naprawdę znajduje się włócznia?
Większość odwiedzających bazylikę sądzi, że relikwia ukryta jest wewnątrz posągu. To jeden z najczęściej powtarzanych mitów. W rzeczywistości znajduje się znacznie wyżej. Nad rzeźbą Berniniego można dostrzec balkon otoczony charakterystycznymi spiralnymi kolumnami. Za nim ukryto niewielką kaplicę-relikwiarz wydrążoną w filarze kopuły. To właśnie tam od końca XV wieku przechowywana jest włócznia. Pomieszczenie pozostaje zamknięte i nie jest udostępniane zwiedzającym. Nawet wielu pracowników bazyliki nigdy tam nie było i nie widziało relikwi w bliska.

Jak wygląda relikwia?
To pytanie również zaskakuje wielu odwiedzających. Nie jest to kompletna włócznia. Nie zobaczymy drewnianego drzewca ani całej broni. W Watykanie przechowywany jest jedynie żelazny fragment grotu. Ma on charakterystyczny liściowaty kształt typowy dla rzymskiej broni używanej w pierwszych wiekach naszej ery. Powierzchnia metalu jest mocno skorodowana, a sam przedmiot wielokrotnie zabezpieczano na przestrzeni wieków. Podczas publicznych uroczystości wierni nie widzą jednak samego grotu. Relikwia znajduje się wewnątrz bogato zdobionego relikwiarza.
Czy Watykan badał włócznię?
To jedno z najczęściej zadawanych pytań. Odpowiedź brzmi: nie. Przynajmniej nie w sposób, który wymagałby pobierania próbek metalu. Stolica Apostolska od wielu dziesięcioleci bardzo ostrożnie podchodzi do badań relikwii Męki Pańskiej. Powód jest prosty – ich znaczenie religijne jest znacznie ważniejsze od kwestii ich historyczności. Kościół nie uzależnia kultu od możliwości laboratoryjnego potwierdzenia autentyczności. Dlatego nie przeprowadzono analiz, które mogłyby uszkodzić relikwię.
Inaczej wygląda sytuacja włóczni przechowywanej w Wiedniu. Tam badania wykazały, że sam grot pochodzi z wczesnego średniowiecza, co wyklucza jego związek z wydarzeniami z I wieku. Relikwia watykańska nie przeszła jednak podobnych testów — i nie wiadomo, czy kiedykolwiek je przejdzie.
Relikwia, którą można zobaczyć niezwykle rzadko
Warto przy tym wiedzieć, że Włócznia Longinusa nie jest eksponatem muzealnym. Nie znajduje się w gablocie. Nie można kupić biletu, aby obejrzeć ją z bliska. Jedynie podczas wybranych celebracji liturgicznych związanych z kultem relikwii Męki Pańskiej relikwiarz jest ukazywany wiernym z wysokiej loggii znajdującej się nad posągiem św. Longinusa. Dla większości pielgrzymów trwa to zaledwie kilka minut. Z odległości kilkudziesięciu metrów trudno dostrzec sam grot. Widać przede wszystkim błyszczący relikwiarz unoszony wysoko ponad głowami wiernych. To jednak wystarcza, aby od ponad pięciu stuleci przypominać o jednym z najbardziej przejmujących wydarzeń opisanych w Ewangelii.
Włócznie świata, polskie ślady i narodziny legendy „Włóczni Przeznaczenia”
Dlaczego istnieje kilka „prawdziwych” Włóczni Longinusa?
To pytanie zadaje sobie niemal każdy, kto zaczyna interesować się historią tej niezwykłej relikwii. Jak to możliwe, że kilka kościołów i państw twierdzi, iż posiada włócznię, która przebiła bok Chrystusa? Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Przez całe średniowiecze nie istniały współczesne metody identyfikacji zabytków. Autentyczność relikwii opierała się przede wszystkim na tradycji, świadectwach pielgrzymów oraz zaufaniu do Kościoła lub władcy, który był ich właścicielem.
Do tego dochodził jeszcze jeden czynnik. Relikwie bardzo często dzielono lub kopiowano.
Fragment Krzyża Świętego, kości świętych czy kawałki szat trafiały do różnych kościołów Europy. W przypadku Włóczni Longinusa od wczesnego średniowiecza mówiono o dwóch oddzielonych od siebie fragmentach. Nic więc dziwnego, że z biegiem wieków pojawiły się kolejne tradycje.
Włócznia Watykańska
Najstarszą ciągłość historyczną posiada relikwia przechowywana w Bazylice św. Piotra. Można prześledzić jej dzieje od VI wieku, kiedy znajdowała się jeszcze w Jerozolimie, następnie w Konstantynopolu, aż do przekazania jej papieżowi Innocentemu VIII w 1492 roku. To właśnie dlatego wielu historyków uważa ją za najlepiej udokumentowaną spośród wszystkich relikwii utożsamianych z włócznią Longinusa. Nie oznacza to jednak, że można jednoznacznie potwierdzić jej autentyczność. Kościół nigdy tego nie twierdził. Mówi jedynie o nieprzerwanej tradycji jej kultu.
Włócznia cesarzy
Znacznie bardziej znana od relikwii watykańskiej jest włócznia przechowywana dziś w wiedeńskim Skarbcu Cesarskim. Przez stulecia należała do insygniów koronacyjnych cesarzy Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Według średniowiecznej tradycji miała należeć do św. Maurycego, patrona rycerstwa, a dopiero później zaczęto utożsamiać ją z włócznią Longinusa.
Ten zabytek zasługuje zresztą na osobne opracowanie. Żelazny grot owinięto srebrnymi i złotymi obejmami, a wewnątrz umieszczono niewielki gwóźdź uznawany za fragment gwoździa z Krzyża Chrystusa. Badania metalurgiczne przeprowadzone w XX wieku wykazały jednak, że sama włócznia powstała około VIII wieku. Nie mogła więc uczestniczyć w wydarzeniach na Golgocie. Jej historyczne znaczenie jako insygnium koronacyjnego cesarzy Świętego Cesarstwa jest bezdyskusyjne.
Ormiańska tradycja
Trzecią wielką tradycję pielęgnuje Kościół ormiański. W katedrze w Eczmiadzynie przechowywana jest relikwia określana jako Święta Włócznia. Według miejscowej tradycji przywiózł ją do Armenii apostoł Juda Tadeusz.
Jej wygląd znacznie odbiega od relikwii watykańskiej i wiedeńskiej. Nie przypomina typowego rzymskiego grotu. Dla Ormian ma jednak ogromne znaczenie religijne i pozostaje jednym z najważniejszych skarbów narodowego Kościoła.
Polska i Włócznia Świętego Maurycego
Historia Polski również splata się z dziejami Świętej Włóczni.
Podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego w roku 1000 cesarz Otton III przekazał Bolesławowi Chrobremu kopię cesarskiej Włóczni Świętego Maurycego wraz z niewielkim fragmentem gwoździa uznawanego za relikwię Męki Pańskiej. Nie była to jednak kopia watykańskiej włóczni. Była to kopia cesarskiego insygnium władzy. Jej znaczenie było przede wszystkim polityczne. Otton III traktował ten dar jako symbol wyjątkowej pozycji młodego państwa Piastów w chrześcijańskiej Europie. Do dziś relikwia ta należy do najstarszych zachowanych polskich insygniów królewskich. Można ją oglądać w Muzeum Katedralnym na Wawelu.
Czy Hitler naprawdę wierzył w magiczną moc włóczni?
To chyba najsłynniejsza legenda związana z tym zabytkiem.
W wielu filmach dokumentalnych można usłyszeć, że Adolf Hitler był przekonany, iż posiadacz Świętej Włóczni stanie się panem świata. Historia brzmi atrakcyjnie. Problem polega na tym, że większość jej elementów nie znajduje potwierdzenia w źródłach. Po przyłączeniu Austrii do III Rzeszy w 1938 roku Hitler rzeczywiście nakazał przewieźć cesarskie insygnia z Wiednia do Norymbergi. Nie oznacza to jednak, że kierował się względami mistycznymi. Znacznie bardziej prawdopodobne jest wyjaśnienie propagandowe. Hitler uważał się za spadkobiercę cesarzy Świętego Cesarstwa Rzymskiego i chciał zgromadzić ich insygnia w mieście organizującym największe zjazdy NSDAP.
Legenda o magicznej mocy włóczni została natomiast rozbudowana dopiero po II wojnie światowej przez autorów książek sensacyjnych i literatury ezoterycznej.
Skąd właściwie wzięła się nazwa „Włócznia Przeznaczenia”?
To kolejna ciekawostka. Średniowieczni pielgrzymi nigdy nie używali określenia „Włócznia Przeznaczenia”. Mówili po prostu o Świętej Włóczni lub włóczni Longinusa. Popularna dziś nazwa pojawiła się dopiero w XIX wieku.
Prawdziwą światową karierę zrobiła po opublikowaniu książki Trevora Ravenscrofta The Spear of Destiny w 1973 roku. Autor połączył średniowieczne legendy z okultyzmem, Hitlerem i teoriami spiskowymi. Książka sprzedała się w milionach egzemplarzy. Historycy odrzucają jednak większość przedstawionych w niej tez jako całkowicie niewiarygodne.
Relikwiarz Włóczni Longinusa – dzieło sztuki, którego prawie nikt nie ogląda z bliska
Podczas uroczystości liturgicznych wierni niemal nigdy nie widzą samego grotu — ich oczom ukazuje się bogato zdobiony relikwiarz w formie przeszklonej kapsuły. Sam grot nie imponuje rozmiarami: to nie kompletna broń, lecz zachowany fragment żelaznego ostrza, wielokrotnie odnawiany na przestrzeni wieków.
Jak wyglądało ukazywanie relikwii przed wiekami?
Przez stulecia relikwię wynoszono z loggii nad posągiem Longinusa podczas najważniejszych świąt roku liturgicznego — przy blasku setek świec, śpiewie hymnów i dźwięku dzwonków, w ceremonii wyglądającej bardziej jak dworski spektakl niż zwykłe nabożeństwo. Dla pielgrzymów przybywających z całej Europy był to jeden z najbardziej wzruszających momentów pielgrzymki.
Dla wiernych to element liturgii. Dla historyka — pamiątka po jednej z dłuższych podróży, jaką kiedykolwiek odbyła sztuka wojskowa. Wystarczy spojrzeć w górę — ponad monumentalnymi posągami Berniniego, za loggiami w grubości filarów podtrzymujących kopułę, ukryte są kaplice, z których przez setki lat wynoszono relikwie Męki Pańskiej.