Rok 536: słońce bez blasku, wojna gocka i dżuma Justyniana. Najgorsza dekada w dziejach Rzymu

Rok 536: słońce bez blasku, wojna gocka i dżuma Justyniana. Najgorsza dekada w dziejach Rzymu 1

Wiosną 536 roku Kasjodor, wysoki urzędnik gockiego króla Italii, usiadł do napisania listu w sprawie zapasów zboża. Zanim przeszedł do konkretów, opisał niebo: słońce było blade, jakby niebieskawe, w południe ludzie nie rzucali cienia, a jego ciepło ledwie dawało się odczuć. Zima przyszła bez burz, wiosna bez łagodności, lato bez upału. Zboże nie chciało dojrzewać. Kasjodor szukał wyjaśnień w astronomii i u filozofów. My mamy dziś rdzenie lodowe, słoje drzew i mikroskopijne okruchy wulkanicznego szkła. I właśnie dzięki nim historycy zaczęli mówić o roku 536 jako o jednym z najgorszych momentów w dziejach ludzkości. Dla Rzymu był to przy tym dopiero początek, bo do chłodu dołączyły wkrótce wojna, oblężenia i pierwsza w historii udokumentowana pandemia dżumy.

Skąd się wzięło określenie „najgorszy rok”

W listopadzie 2018 roku tygodnik „Science” opublikował tekst Ann Gibbons pod wymownym tytułem Why 536 was „the worst year to be alive”. Bohaterem artykułu był Michael McCormick, historyk średniowiecza z Harvardu, który od lat łączy pracę na źródłach pisanych z danymi przyrodniczymi. Jego zdaniem rok 536 otworzył jeden z najcięższych okresów, w jakich przyszło żyć ludziom.

To efektowne zdanie, które media natychmiast zamieniły w ranking. Warto jednak zachować proporcje: „najgorszy rok” to raczej skrót myślowy niż wynik naukowego pomiaru cierpienia. Ofiary Czarnej Śmierci w 1348 roku albo mieszkańcy Europy w 1943 roku miałyby zapewne coś do powiedzenia w tej sprawie. Siła argumentu McCormicka polega na czymś innym: na nałożeniu się kilku katastrof jednocześnie, w krótkim czasie i na ogromnym obszarze.

Co widzieli ludzie: mgła, która przyszła znikąd

Świadectwa z epoki są zaskakująco zgodne, choć pochodzą od autorów, którzy raczej nie czytali swoich tekstów nawzajem.

Prokopiusz z Cezarei, sekretarz wodza Belizariusza, przebywał wówczas w Afryce Północnej. W „Wojnie z Wandalami” zanotował, że przez cały rok słońce dawało światło bez blasku, podobnie jak księżyc, i przypominało słońce w czasie zaćmienia. Dodał, że od tej chwili ludzi nie opuszczały ani wojna, ani zaraza, ani nic innego, co prowadzi do śmierci. Pisał to z perspektywy czasu, więc zdanie to jest zarazem obserwacją i retrospektywną diagnozą.

Kasjodor pisał z Rawenny, stolicy gockiego królestwa Italii. Jego list do zastępcy Ambrożego (Variae XII, 25) to jedno z najważniejszych świadectw: obok opisu niebieskawego słońca i braku cienia zawiera praktyczne polecenie sięgnięcia po zapasy z poprzednich lat. Kolejne listy z tego zbioru dotyczą już pomocy dla głodujących prowincji.

Daleko od Morza Śródziemnego roczniki irlandzkie odnotowują „brak chleba” w latach 536–539, a źródła chińskie mówią o śniegu w środku lata. Syryjski patriarcha Michał, piszący w XII wieku na podstawie starszych kronik, podaje, że słońce świeciło słabo przez półtora roku, a owoce nie dojrzewały.

Co pokazują dane: wulkany, nie smok ani kometa

Przez długi czas sprawcą katastrofy był „tajemniczy obłok”. Teorii nie brakowało: kometa, uderzenie meteorytu, wielki wybuch w Ameryce Środkowej. Ostateczny zwrot przyniosły badania ostatniej dekady.

W 2015 roku zespół Michaela Sigla opublikował w „Nature” nową chronologię rdzeni lodowych z Grenlandii i Antarktydy. Okazało się, że warstwy siarczanów, wcześniej datowane na rok 529, w rzeczywistości pochodzą z 536 roku. To dowód na potężną erupcję wulkaniczną, która wyrzuciła do stratosfery aerozole odbijające światło słoneczne. Kolejny, jeszcze silniejszy wybuch nastąpił w 540 roku, a trzeci, słabszy, w 547.

Rok później, w 2016 roku, zespół Ulfa Büntgena (wśród współautorów był także McCormick) przeanalizował w „Nature Geoscience” słoje drzew z Alp i Ałtaju. Badacze wykazali gwałtowne, długotrwałe i równoczesne ochłodzenie, które nazwali późnoantyczną małą epoką lodowcową (Late Antique Little Ice Age, LALIA), trwającą od 536 do około 660 roku. Lata czterdzieste VI wieku okazały się najzimniejszą dekadą w całym ponad dwutysiącletnim zapisie z Ałtaju i drugą najzimniejszą w Alpach.

Gdzie wybuchł wulkan? Tu zaczyna się spór. W 2018 roku zespół Christophera Lovelucka i McCormicka ogłosił w czasopiśmie „Antiquity”, że w rdzeniu z lodowca Colle Gnifetti na granicy szwajcarsko-włoskiej (masyw Monte Rosa) znalazł okruchy wulkanicznego szkła wskazujące na Islandię. Ta hipoteza trafiła do artykułu w „Science” i do większości popularnych tekstów. Późniejsze analizy geochemiczne podważyły jednak jej podstawy: okruchy z 536 roku z rdzeni polarnych nie pasują do skał islandzkich, a ich skład wskazuje raczej na kilka erupcji w Ameryce Północnej. Uczciwa odpowiedź brzmi więc: wiemy, że wulkan był, i wiemy kiedy. Nie wiemy na pewno, który.

Jest też ciekawszy, mniej znany wątek tego samego badania. W lodzie z Colle Gnifetti zachował się zapis zanieczyszczenia ołowiem. Ołów trafiał do atmosfery przy wytopie srebra, a srebro oznaczało monetę i handel. Wyraźny wzrost pojawia się dopiero około 640 roku. Innymi słowy, przez sto lat europejska gospodarka nie wytwarzała nawet porządnego smogu.

Italia w 536 roku: zła pogoda w złym momencie

Żeby zrozumieć, dlaczego katastrofa klimatyczna uderzyła w Rzym tak boleśnie, trzeba wiedzieć, w jakim stanie było wtedy miasto.

Od 476 roku w Italii nie było cesarza zachodniego. Krajem rządzili Ostrogoci, a za króla Teodoryka (493–526) Rzym przeżywał coś w rodzaju jesiennego, ale stabilnego rozkwitu: działał senat, odnawiano zabytki, wypłacano zboże ludności. Po śmierci Teodoryka królestwo pogrążyło się w kryzysie dynastycznym. Cesarz Justynian w Konstantynopolu uznał, że to dobry moment, by odzyskać dawne serce imperium.

W 535 roku rozpoczęła się wojna gocka. Belizariusz zajął Sycylię, w 536 roku zdobył Neapol i w grudniu tego samego roku wkroczył do Rzymu bez walki, przez Porta Asinaria, podczas gdy gocki garnizon opuszczał miasto przez Porta Flaminia. Rzymianie powitali go jako wyzwoliciela. Nie przypuszczali, że wojna, która miała być szybką operacją, potrwa niemal dwadzieścia lat.

I tak w jednym roku zbiegły się chłód, nieurodzaj i inwazja. Armie, które przetaczały się przez Italię, potrzebowały zboża dokładnie wtedy, gdy zboża brakowało najbardziej.

Porta Asinaria - Rzym
Porta Asinaria

Oblężenie 537 roku: Rzym bez akweduktów

W marcu 537 roku pod Rzym podszedł nowy król gocki Witiges z ogromną armią i rozpoczął oblężenie, które trwało ponad rok. Prokopiusz, naoczny świadek, opisał je tak szczegółowo, że jego relację można dziś czytać z planem miasta w ręku.

Goci przecięli wszystkie akwedukty. Był to symboliczny koniec świata, który budowano przez osiemset lat: od tej chwili Rzym nigdy już nie odzyskał dawnego systemu wodociągów, a wiele z nich nie popłynęło ponownie przez stulecia. Problem był też całkiem prozaiczny. Młyny na Janikulum poruszała woda z akweduktu Trajana, więc bez niej nie było mąki. Belizariusz wpadł na pomysł, by ustawić młyny na łodziach zakotwiczonych na Tybrze, z kołami poruszanymi nurtem rzeki. Te pływające młyny przetrwały w Rzymie aż do XIX wieku.

Najbardziej obrazowy epizod rozegrał się przy mauzoleum Hadriana, czyli dzisiejszym Zamku Świętego Anioła, które od czasów Aureliana służyło jako bastion w systemie murów. Gdy Goci podeszli pod same ściany, obrońcy zaczęli rozbijać marmurowe posągi zdobiące mauzoleum i zrzucać ich fragmenty na napastników. Atak odparto. Historia sztuki poniosła przy okazji straty, których nie zrekompensował żaden traktat pokojowy.

W mieście szerzył się głód i choroby. Belizariusz wysłał część ludności cywilnej do Neapolu, by zmniejszyć liczbę gąb do wyżywienia. Oblężenie skończyło się dopiero w marcu 538 roku, gdy Witiges, którego armię też dziesiątkowały głód i zaraza, wycofał się na północ.

W tym samym czasie Rzym przeżywał także kryzys polityczno-religijny. W 537 roku Belizariusz, zapewne pod naciskiem cesarzowej Teodory, usunął z urzędu papieża Sylweriusza, oskarżonego o kontakty z Gotami, i osadził na jego miejscu Wigiliusza. Sylweriusz zmarł wkrótce na wygnaniu na wyspie Palmarola. Późniejsza tradycja łączy z tym epizodem kościół Santa Maria in Via (dziś Santa Maria in Trivio, przy Via dei Crociferi, kilka kroków od fontanny di Trevi): miał go ufundować Belizariusz jako pokutę. Inskrypcja na fasadzie przypomina tę opowieść, ale jest znacznie późniejsza od wydarzeń, więc mówi więcej o pamięci miasta niż o samym Belizariuszu.

Dżuma Justyniana: niewidzialny przeciwnik

W 541 roku w Peluzjum, porcie w delcie Nilu, pojawiła się choroba, jakiej śródziemnomorski świat nie znał. W 542 roku dotarła do Konstantynopola, gdzie według Prokopiusza w szczytowym momencie umierało kilka tysięcy ludzi dziennie. Sam cesarz Justynian zachorował, ale przeżył, co złośliwi kronikarze odnotowali z różnymi uczuciami. W 543 roku zaraza dotarła do Italii i na Zachód.

Przez długi czas o naturze choroby wnioskowano wyłącznie z opisów objawów: obrzęków w pachwinach i pod pachami, gorączki, szybkiej śmierci. Dziś mamy dowód twardszy niż słowa. Analizy kopalnego DNA ze szkieletów pochowanych w VI wieku, między innymi w Bawarii, Francji, Hiszpanii i Anglii, potwierdziły obecność bakterii Yersinia pestis, tej samej, która osiemset lat później wywołała Czarną Śmierć. Zespół Marcela Kellera opublikował wyniki w 2019 roku w „PNAS”, pokazując, że pandemia dotarła znacznie dalej, niż sądzono, aż do Brytanii.

Zaraza nie była jednorazowym ciosem. Wracała falami przez dwieście lat, aż do połowy VIII wieku. Rzym odczuł jej nawroty szczególnie dotkliwie w 590 roku: zmarł wtedy papież Pelagiusz II, a jego następca, Grzegorz I Wielki, poprowadził przez miasto procesję pokutną. Według tradycji, spisanej jednak kilka wieków później, uczestnicy procesji zobaczyli nad mauzoleum Hadriana archanioła Michała chowającego miecz do pochwy. Stąd nazwa Zamku Świętego Anioła i posąg na jego szczycie. Ta sama budowla, z której Rzymianie zrzucali posągi na Gotów, pół wieku później dostała więc własnego anioła.

Ile ofiar pochłonęła dżuma Justyniana? Tu zdania badaczy są ostro podzielone. Dawne szacunki mówiły nawet o połowie populacji basenu Morza Śródziemnego, a Kyle Harper w głośnej książce The Fate of Rome (2017) przedstawiał zarazę i ochłodzenie jako kluczowe czynniki upadku antycznego świata. W 2019 roku Lee Mordechai, Merle Eisenberg i współpracownicy opublikowali w „PNAS” artykuł zatytułowany przewrotnie The Justinianic Plague: An inconsequential pandemic?. Analizując ustawodawstwo, monety, papirusy i dane archeologiczne, nie znaleźli śladów demograficznej katastrofy na skalę, którą sugerują dramatyczne opisy kronikarzy. Spór trwa. Rozsądnym stanowiskiem jest dziś przyjęcie, że pandemia była realna i groźna, ale jej skutki różniły się w zależności od regionu, a liczby z dawnych podręczników należy traktować z dużą ostrożnością.

Totila i Rzym bez mieszkańców

Dla samego Rzymu najgorsze dopiero miało nadejść. W latach czterdziestych, kiedy Italię nękały chłód i zaraza, Goci znaleźli nowego, zdolnego przywódcę. Król Totila odzyskał większość półwyspu i w 545 roku obległ Rzym ponownie.

Tym razem głód w mieście był straszliwy. Prokopiusz pisze o ludziach jedzących pokrzywy i o mieszkańcach, którzy z rozpaczy odbierali sobie życie. W grudniu 546 roku Totila wkroczył do miasta przez Porta Asinaria, tę samą bramę, którą dziesięć lat wcześniej wszedł Belizariusz. Otworzyli mu ją podobno izauryjscy żołnierze z garnizonu, zmęczeni brakiem żołdu.

Totila zburzył część murów i wyprowadził pozostałą ludność do Kampanii. Prokopiusz twierdzi, że przez pewien czas w Rzymie nie został ani jeden człowiek, tylko zwierzęta. Historycy traktują to zdanie ostrożnie: autor lubił mocne efekty, a całkowite wyludnienie wielkiego miasta jest mało prawdopodobne. Ale nawet jeśli w ruinach przetrwała garstka ludzi, był to moment, w którym miasto liczące niegdyś około miliona mieszkańców zbliżyło się do zera bardziej niż kiedykolwiek w swojej historii.

Wiosną 547 roku Belizariusz zajął opustoszały Rzym i naprędce odbudował mury. W styczniu 550 roku Totila zdobył go po raz kolejny, tym razem dzięki zdradzie przy Bramie Świętego Pawła. Ostatecznie wojnę rozstrzygnął dopiero eunuch Narses, który w 552 roku pokonał Totilę w bitwie pod Busta Gallorum (Battaglia di Tagina – Gualdo Tadino w Umbrii) . Rzym zmienił właściciela piąty raz w ciągu siedemnastu lat. Ostatnie gockie oddziały skapitulowały w 554 roku.

Rok 536: słońce bez blasku, wojna gocka i dżuma Justyniana. Najgorsza dekada w dziejach Rzymu 2

Co zostało po tej dekadzie

Justynian wygrał wojnę, ale trudno mówić o zwycięstwie Italii. W 554 roku wydał tzw. sankcję pragmatyczną, która przywracała dawny porządek prawny. Przywracała go jednak w kraju zrujnowanym przez dwie dekady walk, nieurodzaju i zarazy. Zaledwie czternaście lat później, w 568 roku, do Italii wkroczyli Longobardowie, a jedność półwyspu rozpadła się na następne trzynaście stuleci.

Rzym wyszedł z tej epoki jako zupełnie inne miasto. Senat przestał się zbierać jeszcze przed końcem wieku. Akwedukty stały suche, a ludzie przenosili się bliżej Tybru, skąd można było czerpać wodę. Miasto skurczyło się do niewielkiej osady w zakolu rzeki, otoczonej murami, które były dla niej zdecydowanie za duże. Władzę, także świecką, coraz wyraźniej przejmowali papieże. Grzegorz Wielki, który organizował zaopatrzenie w zboże, negocjował z Longobardami i zarządzał majątkiem Kościoła jak administrator państwa, był w praktyce bardziej burmistrzem Rzymu niż jakikolwiek bizantyński urzędnik.

Czy to klimat zniszczył antyczny Rzym? Byłoby to zbyt proste. Wojnę gocką wywołali ludzie, nie wulkan, a decyzje Justyniana zapadły zanim słońce przybladło. Ale historia lat 536–554 pokazuje, jak niebezpieczne jest nałożenie się na siebie kilku kryzysów naraz. Społeczeństwo, które przetrwałoby pojedynczy nieurodzaj, wojnę albo epidemię, nie zdołało odbudować się po wszystkich trzech jednocześnie.

Ślady tej epoki w dzisiejszym Rzymie

Choć z połowy VI wieku zachowało się w Rzymie niewiele budowli, kilka miejsc pozwala dosłownie dotknąć tamtych wydarzeń:

  • Zamek Świętego Anioła – mauzoleum Hadriana, z którego obrońcy zrzucali posągi na Gotów w 537 roku, a które po zarazie 590 roku otrzymało nazwę od anioła z legendy Grzegorza Wielkiego.
  • Mury Aureliana i Porta Asinaria – przy Lateranie, obok dzisiejszej Porta San Giovanni. Tą bramą wchodzili do miasta i Belizariusz w 536 roku, i Totila w 546. W wielu odcinkach murów widać naprawy z czasów wojny gockiej, wykonane pospiesznie i z materiału, jaki był pod ręką.
  • Santa Maria in Trivio – mały kościół przy Via dei Crociferi (tuż obok Fontanny di Trevi), z inskrypcją przypominającą tradycję o fundacji Belizariusza.
  • Wzgórze Janikulum – miejsce młynów zasilanych wodą akweduktu Trajana, których unieruchomienie zmusiło Belizariusza do wynalezienia młynów pływających.

Następnym razem, gdy będziecie stać na moście Świętego Anioła i patrzeć na archanioła na szczycie mauzoleum, pomyślcie, że ta figura upamiętnia koniec zarazy. Ale sama budowla pamięta znacznie więcej: zimne lato bez słońca, oblężenie, głód i miasto, które przez chwilę mogło niemal zniknąć.

Dodaj komentarz