Anioły i demony

Plakat filmu ANIOŁY i DEMONY
Plakat filmu „Anioły i demony” (2009) z Tomem Hanksem

Powieści Dana Browna – bestsellery sprzed dwóch dekad, wciąż masowo wznawiane i ekranizowane – zrobiły dla turystyki w Rzymie więcej, niż niejeden urząd promocji miasta. „Anioły i demony” każą szukać w Wiecznym Mieście śladów tajnego bractwa Iluminatów, które w czasach kontrreformacyjnego Rzymu – stolicy katolicyzmu, ale też siedziby Inkwizycji i papieskiego absolutyzmu – miało zrodzić się z buntu ludzi nauki przeciwko Kościołowi. Brown każe czytelnikowi wierzyć, że stowarzyszenie założyli dwie wielkie postaci XVII wieku: Galileusz i Gian Lorenzo Bernini, a ten ostatni miał ukryć w swoich rzeźbach i fasadach szyfr prowadzący do tajnej kryjówki zwanej Kościołem Oświecenia. Droga do niego wiedzie przez cztery „ołtarze nauki”, odpowiadające czterem żywiołom starożytnej fizyki: Ziemi, Powietrzu, Ogniowi i Wodzie.

To znakomita fabuła – i, jak to u Browna bywa, fabuła zbudowana na fundamencie z prawdziwych, wspaniałych zabytków, wymieszanych z historią, którą sam autor wymyślił równie sprawnie, co swobodnie. Nim więc ruszymy śladami profesora Roberta Langdona, warto rozdzielić te dwie warstwy: to, co w Rzymie naprawdę stoi od czterystu lat, od tego, co powstało wyłącznie w Nowym Jorku, na biurku pisarza w roku 2000. Taki rozdział wcale nie psuje zabawy – wręcz przeciwnie, prawdziwa historia rzymskiego baroku okazuje się co najmniej tak samo pasjonująca, jak jej literacka podróbka.

Fikcja czy fakt: kim naprawdę byli Iluminaci?

Tu zaczyna się właściwa zabawa – nie ta literacka, lecz historyczna. Dan Brown zbudował swoją intrygę na jednym z najstarszych chwytów literatury spiskowej: wziął autentyczną, budzącą grozę nazwę i przeszczepił ją w miejsce i czas, gdzie nigdy jej nie było. Efekt jest znakomity dla powieści, katastrofalny dla podręcznika historii.

Prawdziwi Iluminaci: Bawaria, rok 1776, żadnego Berniniego

Autentyczny Bawarski Zakon Iluminatów (niem. Illuminatenorden) powstał 1 maja 1776 roku w Ingolstadt – nie w Rzymie, lecz w Bawarii, ponad sto lat po śmierci Berniniego (†1680) i sto trzydzieści cztery lata po śmierci Galileusza (†1642). Założył go Adam Weishaupt, profesor prawa kanonicznego, wykształcony przez jezuitów, choć sam do zakonu nie należał. Weishaupt chciał zastąpić religię objawioną „kultem rozumu” w duchu oświeceniowym; jego pięcioosobowa początkowo grupa nazywała się zresztą Bund der Perfektibilisten – Związek Doskonalących Się – zanim przybrała bardziej efektowną nazwę Iluminatów. Organizacja rozrosła się do około dwóch tysięcy członków w całej Europie, posługiwała się szyframi i pseudonimami (Weishaupt figurował jako „Spartakus”), ale już w 1785 roku elektor bawarski Karol Teodor zakazał jej działalności, a trzy lata później zagroził za przynależność karą śmierci. Do dziś w Rzymie nie odnaleziono ani jednego dokumentu potwierdzającego istnienie choćby jednej rzymskiej komórki tego konkretnego zakonu – bo go tam po prostu nigdy nie było.

Sam Brown zresztą nigdy nie ukrywał, że czerpie z legend krążących wokół bawarskich Iluminatów od XIX wieku – po prostu przesunął zegar historyczny o sto kilkadziesiąt lat wstecz i przeniósł scenę akcji o osiemset kilometrów na południe. To zabieg czysto literacki, wart tyle samo krytyki, co uznania: gdyby trzymał się faktów, seria o Langdonie byłaby znacznie krótsza.

Galileusz w Rzymie: Accademia dei Lincei, nie tajna loża

Galileusz rzeczywiście miał w Rzymie swoje tajne stowarzyszenie naukowe – tyle że nie nazywało się Iluminaci, tylko Accademia dei Lincei („Akademia Rysiów”), założona już w 1603 roku przez młodego arystokratę Federica Cesiego. Nazwa nawiązywała do bystrego wzroku rysia, symbolu naukowej przenikliwości – nie do „oświecenia” w sensie religijno-politycznym. Galileusz został jej członkiem w 1611 roku, podczas triumfalnej wizyty w Rzymie, gdy prezentował uczonym swój teleskop i odkryte nim księżyce Jowisza; od tego czasu podpisywał swoje traktaty jako „Galileo Galilei Linceo”. Lincei to była elitarna, ale całkowicie jawna akademia przyrodnicza, wspierana przez możnych mecenasów, a nie konspiracyjne bractwo knujące przeciw papiestwu. Ironia losu chce, że to właśnie w Rzymie, gdzie Galileusz miał swoich naukowych sojuszników, w 1633 roku stanął przed Świętym Oficjum i został zmuszony do odwołania heliocentryzmu – co samo w sobie jest dramatem wystarczająco kinowym, by nie trzeba było dopisywać mu fikcyjnego zakonu.

Bernini: ulubieniec papieży, nie ich wróg

Największym może absurdem powieści jest obsadzenie Gian Lorenza Berniniego w roli podwójnego agenta spiskującego przeciwko Kościołowi. Historycznie rzecz biorąc, trudno o postać bardziej związaną z papiestwem: Bernini pracował dla ośmiu kolejnych papieży, zaprojektował kolumnadę placu Świętego Piotra, baldachim nad grobem apostoła, większość rzeźb w bazylice watykańskiej i dziesiątki fontann oraz kościołów rozsianych po całym Rzymie na zlecenie kurii. Był artystą głęboko pobożnym, uczestniczył codziennie we mszy, a pod koniec życia napisał nawet własną „duchową” medytację o Męce Pańskiej. Traktowanie go jako architekta antypapieskiego spisku to mniej więcej tyle, co uczynienie z osobistego kucharza króla głównego podejrzanego o otrucie dworu – malowniczo, ale sprzecznie z każdym dostępnym dokumentem.

Co ciekawe, prawdziwy dramat rzymskiego baroku wcale nie potrzebował fikcyjnych spisków – wystarczyła zawiść. Rywalizacja Berniniego z Francescem Borrominim, kolejnym geniuszem tej samej epoki, była autentyczna, zjadliwa i trwała do śmierci obu twórców; to jednak temat na zupełnie inną, równie fascynującą opowieść.

Fabuła w skrócie: pościg przez cztery żywioły

Bez zdradzania zbyt wielu szczegółów: powieść (i film z 2009 roku z Tomem Hanksem w roli profesora Roberta Langdona) rozgrywa się w noc konklawe, gdy z Watykanu porwanych zostaje czterech kardynałów-preferiti, faworytów do tiary. Porywacz, działający rzekomo w imieniu Iluminatów, zapowiada ich egzekucję w czterech rzymskich kościołach odpowiadających czterem żywiołom starożytnej fizyki – Ziemi, Powietrzu, Ogniowi i Wodzie – a na koniec detonację skradzionej z CERN-u antymaterii, która ma zrównać Watykan z ziemią. Langdon i kamerling Watykanu ścigają się z czasem, podążając za rzekomym szyfrem Berniniego od kościoła do kościoła. To sprawny thriller – ale, jak już wiemy, osadzony w scenerii prawdziwych arcydzieł i fałszywej historii ich powstania.

Etapy szlaku „Anioły i Demony” w Rzymie

Ta fascynująca fikcja literacka, na którą może sobie pozwolić powieściopisarz, przybliża nam szereg bardzo realnych i godnych podziwu skarbów kultury, które warto zobaczyć na własne oczy. Poniżej trasa uporządkowana zgodnie z logiką powieści – z przystankiem na starcie u grobu Rafaela – oraz z komentarzem, co w każdym miejscu jest prawdą historyczną, a co wyłącznie literacką dekoracją.

Panteon i grób Rafaela

Punktem wyjścia śledztwa w powieści jest Panteon, antyczna świątynia wszystkich bogów przebudowana przez cesarza Hadriana około 126 roku n.e., a od VII wieku funkcjonująca jako kościół chrześcijański. To właśnie tu, w niszy po lewej stronie od głównego ołtarza, spoczywa Rafael Santi, zmarły w 1520 roku w wieku zaledwie 37 lat. Napis na jego sarkofagu, przypisywany humaniście Pietro Bembo, głosi, że za życia artysty sama Natura obawiała się zostać przez niego pokonana, a po jego śmierci obawiała się umrzeć razem z nim – fraza równie efektowna, co grobowiec, do którego się odnosi. Wstęp do Panteonu jest bezpłatny.

ZIEMIA – kaplica Chigich w Santa Maria del Popolo

Pierwszy „ołtarz nauki” prowadzi do bazyliki Santa Maria del Popolo, a konkretnie do kaplicy Chigich – i tu paradoksalnie fikcja i fakty splatają się najciaśniej. Kaplicę zaprojektował w 1507 roku Rafael na zlecenie bankiera Agostina Chigiego, najbogatszego człowieka ówczesnego Rzymu; jej charakterystyczne piramidalne nagrobki nawiązują do starożytnych grobowców egipskich i rzymskich (piramida Cestiusza), będących w epoce renesansu symbolami nieśmiertelności. Dopiero sto czterdzieści lat później, w latach 50. i 60. XVII wieku, papież Aleksander VII – potomek rodu Chigi – zlecił Berniniemu dokończenie wystroju: to wtedy powstały posągi Habakuka z aniołem i Daniela w jaskini lwów, ilustrujące apokryficzną scenę z Księgi Daniela, w której anioł niesie proroka za włosy, by nakarmił zagłodzonego Daniela. Na marmurowej posadzce Bernini umieścił mozaikę przedstawiającą uskrzydloną Śmierć z herbem rodu Chigi i napisem Mors ad coelos – „śmierć jest drogą ku niebu”. To właśnie to miejsce, spowite ikonografią śmierci i zmartwychwstania, upodobał sobie Brown na scenę odkrycia pierwszego zamordowanego kardynała. Wejście do bazyliki jest bezpłatne, choć kaplica bywa okresowo zasłonięta rusztowaniami konserwatorskimi – warto sprawdzić aktualny stan przed wizytą.

POWIETRZE – plac Świętego Piotra

Drugi żywioł prowadzi na plac Świętego Piotra, zaprojektowany przez Berniniego w latach 1656–1667 jako gigantyczny owalny „uścisk” kolumnady, mający – jak sam architekt pisał – „przyjąć w ramiona” katolików i innowierców przybywających do Rzymu. W powieści rolę wskazówki gra zachodni wiatr Ponente, jeden z ośmiu wiatrów przedstawionych na marmurowych płytach wtopionych w bruk placu – element w istocie należący do znacznie starszej, jeszcze antycznej symboliki wiatrów i róży kierunków, wykorzystanej przez XVII-wiecznych projektantów placu. Wejście na plac jest bezpłatne; kolejki do samej bazyliki i kontrola bezpieczeństwa mogą jednak zająć sporo czasu, zwłaszcza w sezonie.

OGIEŃ – Santa Maria della Vittoria i Ekstaza świętej Teresy

Trzeci przystanek to niewielki, na pozór skromny kościół Santa Maria della Vittoria przy via XX Settembre, kryjący jedno z absolutnych arcydzieł rzymskiego baroku: Ekstazę świętej Teresy z Ávili Berniniego (1647–1652), umieszczoną w kaplicy Cornaro. Rzeźba przedstawia mistyczne przeżycie hiszpańskiej karmelitanki opisane w jej własnej autobiografii – wizję anioła przeszywającego jej serce złotą włócznią, doświadczenie na granicy ekstazy duchowej i cielesnej, które od wieków fascynuje historyków sztuki równie mocno, co teologów. Bernini oświetlił scenę ukrytym oknem, tak by naturalne światło „spadało” na marmur niczym promienie łaski – to jeden z pierwszych w historii sztuki tak świadomych reżyserii światła w rzeźbie. W powieści to właśnie tu ma dojść do egzekucji przez spalenie – w rzeczywistości kościół jest po prostu jednym z najbardziej teatralnych wnętrz barokowego Rzymu i wart wizyty niezależnie od Dana Browna. Wstęp bezpłatny.

WODA – Fontanna Czterech Rzek na Piazza Navona

Czwarty żywioł prowadzi na Piazza Navona, do Fontanny Czterech Rzek (1648–1651), arcydzieła Berniniego powstałego na zlecenie papieża Innocentego X. Cztery monumentalne posągi personifikują Nil, Ganges, Dunaj i Rio de la Plata – czyli cztery kontynenty znane ówczesnej Europie – spięte centralnym egipskim obeliskiem przywiezionym (a właściwie skopiowanym z antycznego oryginału) na rozkaz cesarza Domicjana. Legenda miejska głosi, że posąg Rio de la Plata zasłania dłonią oczy w geście odrazy wobec fasady kościoła Sant’Agnese in Agone, zaprojektowanej przez znienawidzonego rywala Berniniego, Borrominiego – malownicza opowieść, chronologicznie niemożliwa, bo fontanna powstała, zanim ukończono fasadę kościoła. To jednak świetny przykład tego, jak plotka o prawdziwej rywalizacji dwóch artystów z czasem urosła do rangi miejskiego mitu – zupełnie tak, jak fikcyjny spisek Iluminatów urósł do rangi popkulturowego faktu.

Zamek Świętego Anioła — rzekomy „Kościół Oświecenia”

Finał trasy prowadzi do Zamku Świętego Anioła, zbudowanego przez cesarza Hadriana jako własne mauzoleum, a od średniowiecza pełniącego funkcję papieskiej twierdzy i schronienia w czasach zagrożenia – to tu w 1527 roku, podczas Sacco di Roma, papież Klemens VII przetrwał oblężenie lanzknechtów. Fikcyjny „Kościół Oświecenia” Iluminatów nie ma żadnego historycznego odpowiednika w tym miejscu; zamek jest jednak sam w sobie fascynującą warstwą dwóch tysięcy lat rzymskiej historii, od cesarskiego grobowca po papieskie apartamenty i muzeum broni. Bilet wstępu kosztuje 15 euro (ceny mogą się różnić w okresie wystaw czasowych), a widok z tarasu na kopułę Świętego Piotra i zakole Tybru należy do najpiękniejszych w mieście.

Passetto di Borgo — prawdziwe tajne przejście do Watykanu

Jeden element powieściowej scenerii jest, wbrew pozorom, całkowicie autentyczny: Passetto di Borgo, blisko 800-metrowy podwyższony korytarz w Murach Leonińskich, łączący Watykan z Zamkiem Świętego Anioła. Zbudowany w XIII wieku i rozbudowany przez papieża Aleksandra VI Borgię, posłużył naprawdę – i to nie raz – jako droga ewakuacji papieży w chwilach zagrożenia, między innymi właśnie w 1527 roku. Z zewnątrz można go dziś oglądać jedynie z ulicy (Borgo Santo Spirito lub Via dei Corridori); pełen opis jego burzliwej historii, w tym mniej znany epizod z czasów okupacji hitlerowskiej Rzymu, kiedy korytarz posłużył do ratowania osób ściganych przez nazistów, znajdziesz na dedykowanej stronie Passetto del Borgo — tajny korytarz papieży.

Informacje praktyczne: bilety, czas, logistyka trasy

Trasa łączy sześć punktów rozrzuconych po historycznym centrum i Watykanie, więc realistycznie warto zaplanować na nią cały dzień, zwłaszcza z przerwami na kawę i lunch w typowo rzymskim tempie. Oto zestawienie:

Grób RafaelaPanteon (wstęp bezpłatny).
ZIEMIA – kaplica Chigich w bazylice Santa Maria del Popolo (wstęp bezpłatny).
POWIETRZEplac Świętego Piotra (wstęp bezpłatny).
OGIEŃ – kościół Santa Maria della Vittoria, via XX Settembre 17 (wstęp bezpłatny).
WODAFontanna Czterech Rzek na Piazza Navona (wstęp bezpłatny).
Zamek IluminatówZamek Świętego Anioła (bilet ok. 15 euro, plus ewentualne dopłaty przy wystawach czasowych).
„Passetto”tajne przejście do Watykanu w Murach Leonińskich (widoczne tylko z zewnątrz).

Praktyczna wskazówka przewodnika: kaplica Chigich bywa okresowo zamknięta na renowację lub oświetlona jedynie na monety wrzucane do automatu – warto mieć przy sobie drobne. Dystans między poszczególnymi punktami trasy pokonuje się najwygodniej pieszo lub transportem publicznym; sama piesza wersja szlaku, bez zwiedzania wnętrz, zajmuje około 3–4 godzin.

Mapa trasy

Najczęstsze pytania

Czy bractwo Iluminatów opisane w „Aniołach i demonach” naprawdę istniało w Rzymie?

Nie w tej formie. Autentyczny Bawarski Zakon Iluminatów powstał dopiero w 1776 roku w Ingolstadt, ponad sto lat po śmierci Berniniego i Galileusza, i nigdy nie działał w Rzymie jako tajne bractwo naukowców walczące z papiestwem – to fikcja literacka Dana Browna, oparta na luźnej pożyczce historycznej nazwy.

Kto naprawdę założył Iluminatów?

Niemiecki prawnik i profesor Adam Weishaupt, 1 maja 1776 roku w bawarskim Ingolstadt. Organizacja została rozwiązana i zdelegalizowana przez władze bawarskie już w latach 1785–1787.

Czy Bernini rzeczywiście ukrywał w swoich dziełach tajny szyfr?

Nie ma na to żadnych dowodów historycznych. Bernini pracował niemal wyłącznie dla papieży i był głęboko religijnym artystą; „szyfr Iluminatów” w jego rzeźbach to wynalazek powieściowy, choć wiele elementów, do których się odwołuje (piramidy, symbolika żywiołów, wiatry na placu Świętego Piotra), naprawdę istnieje – tyle że w zupełnie innym, religijnym kontekście.

Ile kosztuje przejście szlakiem Aniołów i Demonów?

Wszystkie kościoły i plac Świętego Piotra są bezpłatne. Jedynym płatnym punktem jest Zamek Świętego Anioła, którego bilet kosztuje około 15 euro, z możliwymi dopłatami przy wystawach czasowych.

Ile czasu zajmuje przejście całej trasy?

Sam spacer między punktami to około 3–4 godziny, ale ze zwiedzaniem wnętrz, kolejkami do placu Świętego Piotra i przerwami warto zarezerwować cały dzień.

Planujesz zwiedzanie śladami Aniołów i Demonów albo chcesz połączyć tę trasę z prywatnym oprowadzaniem po barokowym Rzymie? Skontaktuj się ze mną — pomogę ułożyć trasę dopasowaną do Twojego czasu i zainteresowań.

3 komentarze do “Anioły i demony”

Dodaj komentarz